fbpx

Syndrom Wyuczonej Bezradności

Syndrom Wyuczonej Bezradności

Eksperyment

W 1967 roku badacze Seligman i Maier przeprowadzili eksperyment psychologiczny na psach. Umieścili zwierzęta w zamkniętej przestrzeni, w której, w przypadkowych odstępach czasu, były rażone prądem elektrycznym. Psy nie mogły tego w żaden sposób kontrolować, nie mogły się przed tym ochronić i nie mogły wydostać się z klatki.

W efekcie, po kliku nieudanych próbach ochronienia się przed prądem, zwierzęta po prostu kładły się na podłodze i dalej biernie znosiły to, co je spotykało. Popadły w zupełną apatię, i nawet odmawiały przyjęcia pokarmu. W efekcie wszystkie psy zmarły.

Nawet gdy jest szansa

W innej grupie, w momencie, gdy psy już poddały się i przestały próbować odzyskać wolność, przeniesiono je do klatki, z której mogłyby bez problemu wyjść. Mimo to, nie zrobiły tego. Przyjęły już do wiadomości, że się nie da i nie próbowały, mimo, że tym razem by się dało.

Nie pomagało nawet pokazywanie im, że się da. Jednego psa przeniesiono przez barierkę, żeby pokazać pozostałym, że jest to możliwe. Ale i tak, żaden inny pies już nie próbował się uwolnić. Bo nauczyły się wcześniej, że się nie da. Że nie warto próbować, bo przynosi to jedynie ból.

I to jest właśnie syndrom wyuczonej bezradności, często spotkane zjawisko, gdy po iluś nieudanych próbach osiągnięcia celu, przestajemy próbować i popadamy w apatię.

To jak szybko możemy w nią popaść zależy od okoliczności, ale przede wszystkim od odporności psychicznej konkretnej osoby. Jedni próbują raz, drugi, trzeci, a nawet setny i szukają wyjścia z uporem, a jeśli padają, to zaraz wstają, otrzepują się i próbują kolejny raz, tyle, że już inaczej.

Inni poddają się szybko. Kolejni nie próbują wcale. Bo czasem już w domu rodzinnym, jako dzieci, zostali nauczeni, że na nic nie mają wpływu, że nic od nich nie zależy, że o wszystkim decydują inni i świat. Ci poddadzą się najszybciej. Są jak psy w eksperymencie, które zostały nauczone, że cokolwiek zrobią i tak niczego nie zmienią, że mogą tylko biernie poddawać się okolicznościom. I dlatego właśnie to robią.

Dlatego właśnie…

Tak reagują maltretowane kobiety – dlatego nie odchodzą od dręczyciela. Tak reaguje ktoś, kto szuka pracy, a spotykają go ciągłe odmowy – w efekcie zupełnie przestaje szukać, zamyka się w sobie i popada w apatię. Tak reaguje ktoś, kto zaatakowany w miejscu publicznym nawet nie krzyczy i nie próbuje się bronić, tylko bezradnie poddaje się okolicznościom – klika lat temu była głośna historia młodej dziewczyny, która biernie podporządkowała się obcym dręczycielom, na pełnym ludzi peronie, gdzie mogła w każdej chwili poprosić o pomoc, a na którym spędzili kilka godzin. I pytanie jakie mi się wtedy nasunęło, nie dotyczyło tego, dlaczego tak postąpiła, ale KTO i KIEDY ją nauczył, że nie może o siebie walczyć, bo i tak nie da rady.

Próbować i znaleźć rozwiązanie

Dlatego nie zawsze warto być grzecznym (czyli uległym, bo uprzejmym być warto), nawet jeśli zostaliśmy nauczeni, że tak trzeba. Za to zawsze warto pamiętać, że słowo „nie” jest w życiu bardzo zdrowe i przydatne. I żeby zamiast „nie da się” i „nie mogę”, jak najczęściej zadawać sobie pytanie „jak się da” i „jak mogę”.

Nie warto wkładać ręki do piekarnika po raz kolejny, gdy raz się sparzyliśmy, ale nie warto też zupełnie rezygnować z pieczenia ciast, aby znów się nie poparzyć.

Za każdym razem , gdy robimy coś, co nam nie wychodzi, warto szukać innego sposobu jak to można zrobić inaczej, żeby wyszło. I tak, aż do skutku. Albo zmienić cel.

Ale nigdy, przenigdy nie warto zupełnie poddawać się!

 

error: Ta treść jest chroniona. Nie można jej kopiować.